...zapachy, smaki i obrazki dnia codziennego http: www.blog.rozrywka.de avatary 171ve.gif
Kategorie: Wszystkie | film | nastroje | nostalgia | podróże | r | rozrywka | smaki | takie tam | wydarzenia
RSS
czwartek, 17 maja 2012
„Wonderful Town”

 

Na hasło „ idziecie do teatru, załatwiłam bilety” zgodziłam się od razu, w ciemno, nie zadałam sobie trudu aby coś poczytać na temat sztuki-musicalu, idą wszyscy to ja też, wiadomo wieczór nie skończy się w teatrze.

Pierwsze wrażenie z bytności w Teatrze Muzycznym, który jest  po gruntownym remoncie, jak najbardziej było na „ach”. No ładnie teraz tutaj jest, myślę sobie.

Kiedy wybrzmiał ostatni dzwonek i poniosła się kurtyna orkiestra rozpoczęła spektakl pt. „Wonderful Town”, Leonarda Bernsteina. Ten amerykański kompozytor w mojej świadomości, jak i zapewne większości moich rodaków, znany jest jako autor jednego dzieła „West Side Story”, choć jego dorobek był znacznie, znacznie większy.

Dobry musical … ma nas nie tylko rozbawić, zasmucić, czy też rozgniewać, ale ma nas przenieść do świata, o którym opowiada, mają być emocje, jakaś melodia/ piosenka, która wpada w ucho. Niestety mnie w ucho nic nie wpadło :), przez trzy akty NUDA, nudne libretto, nudne piosenki, głupawe anegdoty, dłużyzny...ziewałam, liczyłam aktorów na scenie / w pewnym momencie było ich aż 54 !!!, „na bank”, liczyłam dwa razy:)/ i cierpiałam, bo mój kręgosłup też był niezadowolony. Po pierwszym akcie, w przerwie zauważyłam jakby więcej przestrzeni zrobiło się wokół, a po drugim zrobiło się jej jeszcze więcej i zazdrościłam tym, którzy opuszczali teatr. Pierwszy raz widziałam takie „zjawisko” aby ludzie licznie wychodzili w trakcie trwania sztuki teatralnej.

Ale ja siedziałam pokornie :(, skarcona parokrotnie za moje okazywane niezadowolenie, więc liczyłam sobie aktorów a przede wszystkim minuty, sekundy... do końca. Trzy godziny męki, co za strata czasu..

Tak naprawdę to nie wiem co zawiodło, kto nie sprostał zadaniu, a może sztuka się zestarzała, nie na te czasy? Broadwayowska prapremiera miała miejsce w 1953 roku i była hitem. Ale przecież taki np. Molier się nie starzeje tak?

NIE NO, PRZECIEŻ JA NIE LUBIĘ  M U S I C A L I....i tyle !

 A wieczór był piękny, ciepły, temperatury jak w sierpniu, pachniał bez i inne majowe kwiecie, w ogródkach tłumy, drinki zimne…to było potem na pocieszenie. :) ...wonderful life.  

A na dziś wieczór muzyka p.Marcina S czyli jak co czwartek MDD, dwie godziny dobrego grania i sympatycznego ględzenia :)...

 


niedziela, 13 maja 2012
Urodziny B

Co Ty tak naprawdę sobie myślisz młody człowieku w dniu swoich urodzin? Żyjesz 27 lat na tym świecie …w tym 20 na wózku i czy nie przeklinasz właśnie tego dnia?. Jakie są Twoje marzenia? Czego pragniesz, czego Ci życzyć i jakim prezentem obdarować, co Cię ucieszyć może bo jeszcze uśmiechać się umiesz, jeszcze mięśni twarzy choroba nie zniszczyła, ale zrobi to na pewno, tak jak już unieruchomiła najpierw nogi, potem ręce. Siedzisz przy stole wciśnięty i „ukształtowany” przez wózek w którym rosłeś na siedząco a Twój kręgosłup przybrał najdziwniejsze kształty, bez kolegów /bo skąd i gdzie miałeś ich spotkać/, nie  możesz samodzielnie zjeść tych wszystkich smakołyków, które mama przygotowała z tej okazji, nie możesz wziąć kieliszka szampana by wypić „na zdrowie” / a jakże durny toast w tej sytuacji, brzmi jak chichot losu/. Nie ma leków, które całkowicie mogą wyleczyć uszkodzenia włókien mięśniowych, są środki, które łagodzą objawy i znacznie spowalniają rozwój choroby genetycznej odziedziczonej po przodkach …powolne umieranie trwa...wszyscy to wiedzą, Ty też.

środa, 09 maja 2012
Choroba

Zaraziłam się obojętnością, od tego się nie umiera ale to paraliż … duszy, jak powiedział Czechow.

 

A co jest przeciwieństwem obojętności? Podobno jest 75 antonimów tego słowa, większość z nich …”przerobiłam” i za nimi długo podążałam…bez sensu. /Ty napisałeś, że jest sens choć trudno w niego uwierzyć/.

  Słucham nowej płyty „Little Broken Hearts” N.Jons, ciekawa , stanowi nowy etap jej  artystycznej ewolucji.

niedziela, 06 maja 2012
B jak Budapeszt

 

To była nasza druga przyjacielska wyprawa majowa…/ tym razem w rozszerzonym nieco  składzie/ kierunek… stolica Węgier... i trzy dni na to, aby zobaczyć jej uroki i by pozostał niedosyt, że za krótko, bo gdzieś się nie było, bo czegoś się nie spróbowało, bo nie starczyło czasu na kąpiele w łaźniach czy nie "wydeptało" własnych ścieżek bo najpierw trzeba zobaczyć perełki architektury miejskiej czy miejsca historyczne na rzecz tajemniczych uliczek, designerskich knajpek, galerii sztuki współczesnej, oldschoolowych lumpeksów czy parków pełnych studentów. Budapeszt zaskakuje z jednej strony nowoczesnością z drugiej zaś zabytkową architekturą – budynki z wiekową historią, mosty, cudne kamienice niektóre jakby przykurzone, trochę zaniedbane czy niezamieszkałe ożywają wieczorową porą otwierając swoje bramy, piwnice i zapraszają do spędzenia wieczoru/nocy w niezwykłych klimatach.

panorama

Most Łańcuchowy

Budapeszt

Bazylkia św.Stefana /w jednej z kaplic znajduje się wierna kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej/

Budapeszt

Wielka Synagoga-największa w Europie , niezwykle kolorowa i bogata. To nie jedyna w tym mieście, jest ich w Budapeszcie kilkanaście, gdyż żyje tutaj najliczniejsza społeczność żydowska w Europie Środkowej.

Budapeszt

Pomnik Wierzba płacząca...na listkach jej wygrawerowane są nazwiska rodzin , które zginęły w gettcie budapesztańskim.Pomnik ufundował amerykański aktor Tony Curtis 

synagoga

Na nabrzeżu Dunaju, niedaleko budynku Parlamentu stoi inny pomnik upamiętniający Holocuast: buty, wiele par butów, dużych i małych wykonanych z mosiądzu. W czasie Zagłady ludzie dorośli i dzieci, ściągali tutaj buty przed rozstrzelaniem, to wtedy Dunaj nazwano czerwonym Dunajem.

Budapeszt

Földalatti...budapesztańskie metro, żółta linia nr 2...wpisane jest na listę UNESCO, najstarsze na kontynencie, znajduje się płytko pod ziemią. Powstało na uroczystości 1000 lecia państwa węgierskiego i miało ułatwić przejazd z centrum miasta do Parku Miejskiego, gdzie cesarzowa Elżbieta miała otworzyć wystawę milenijną. Początkowo inwestorzy proponowali przeprowadzenie nadziemnej kolejki ale miasto się nie zgodziło na oszpecenie pięknego bulwaru al.Andrassyego ...i podjęto śmiałą decyzję , wyprzedzającą epokę...o budowaniu kolejki podziemnej.niestety wystrój początkowy nie ocalał.obecnie ściany zdobią białe i brązowe płytki ceramiczne a stropy "dźwigają"metalowe słupy.Nie zachowały się też eklektyczne obudowy ponad wyjściami z metra, były one niezwykle dekoracyjne, sprawiały wrażenie małych renesansowych pawiloników. Wagony też były inne ....    

Budapeszt

Przez mostek na pl.Bohaterów

Wzgórze Zamkowe...kościół św.Macieja

Budapeszt

Wzgórze zamkowe ...Baszta Rybacka

Wzgórze Zamkowe

Most Wolności

Budapeszt

Budapeszt

Góra Gellerta...Pomnik Wolności

Budapeszt

Kamienica jakich tysiące ...centrum miasta

I zawsze tak już mam, że ile bym się czasu nie poświęciła na pobyt, to mnie zawsze jest za mało i brakuje jeszcze choćby jednego dnia.

Jaka rada? Trzeba tu wrócić :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Świat nie jest taki zły...

Nich no tylko zakwitną jabłonie…:)

cały świat w słońcu, gorąco /30 st/, przyroda eksploduje siłą kwiecia i zapachu :), podziwiam, cieszę oczy i zachwycam się nią -tą przyrodą :)- będąc z wizytą w krainie, gdzie  „San domierza do Wisły” :), gdzie wąwozy lessowe, gdzie są najwyższe średnie temperatury w naszym kraju, gdzie panuje jeszcze wiele innych sprzyjających warunków dla uprawy jabłek, moreli, śliwek, winogron i wszelkich innych owoców / warzyw też/ a jak okiem sięgnąć, pagórkowaty krajobraz pokrywają  sady, sady, sady….a drzewa wyglądają jak panny młode...

 

młody sadek :)

Lessowy wąwóz, jest ich tutaj wiele i można się w nich zagubić :)

królewskie miasto - Sandomierz, zabytków w nim nie brakuje...nie udało mi się wszystkich zobaczyć,będzie następny raz :)


A póki co weekend trwa, przepakowałam walizki i jadę dalej ... na południe :)


piątek, 27 kwietnia 2012
Wielka majówka

 

... zaczęła się:)

Dziewięciodniowy weekend ? Czy gdzieś jeszcze na świecie odnotowano takie „zjawisko”?

To korzystajmy i świętujmy zatem jak kraj długi i szeroki, czy to pod sztandarami / chyba nieliczni/,czy pod krzyżami /liczni ale mało śliczni :) / czy to z piwem w jednej dłoni i kiełbachą grillowaną w drugiej /najliczniejsi/

a kraj niech rośnie w siłę /sam, jak to na wiosnę bo większość zdolnych do pracy…urlopuje / a ludziom niech żyje się dostatniej.…taaaak koniecznie.

Dostałam jeden dzień wolnego gratis /za całotygodniową harówkę/ dodałam więc do niego 2 dni z urlopu wypoczynkowego i od jutra…dołączę do tej rzeszy rodaków spragnionych wypoczynku, pleneru, grillowania, ale moje pragnienia są zgoła inne.:)

A za oknem lato, temperatury wyższe niż na półwyspie Iberyjskim /28st/, powietrze pachnie i zieleń zawładnęła światem. Pięknie jest.:)

środa, 25 kwietnia 2012
Nietykalni

 

Dzisiejszy kinowy seans filmowy pt „Nietykalni”  dał mi niesamowitego „kopa” energetycznego.

Fantastyczne francuskie kino, które bardzo lubię, choćby dlatego, że jest w opozycji do Hollywoodu.

Film „Nietykalni”  bawi i wzrusza. Dostarcza ogromnego ładunku pozytywnych emocji a także bardzo ważne - oswaja widzów  z tym, o czym czasem nawet boimy się myśleć, czyli np. wykluczeniem z życia przez chorobę lub biedę. Historia pokazana w filmie zdarzyła się naprawdę i….to też jest fajne, bo ma się świadomość, że to nie jest bajka.

 Biedny czarnoskóry chłopak z paryskiego przedmieścia, który ma na sumieniu większe i mniejsze grzeszki i dopiero co wyszedł z więzienia, przez przypadek ma zajmować się i opiekować sparaliżowanym po wypadku milionerem, i zamieszkać z nim w luksusowym pałacyku w centrum Paryża. Następuje zderzenie dwóch różnych światów, dwóch różnych charakterów, które z założenia nigdy nie powinni się spotkać, którzy jednak  doskonale się uzupełniają. Są zupełnie do siebie „niepasujący” przez co tworzą dziwny duet o ogromnym potencjale komediowym. Przeżywają wiele niewiarygodnych przygód i zawiązuje się miedzy nimi wielka przyjaźni, która czyni ich... nietykalnymi.  W filmie spotykają się wszystkie przeciwieństwa świata - biedny i bogaty, czarny i biały, zdrowy i niepełnosprawny, brutal i wrażliwiec i stąd też taka sinusoida uczuciowa w człowieku … więc raz wycierałam oczy ze śmiechu raz ze wzruszenia. :)

 Film ogląda się jak falę wolności, wariactwa i szaleństwa. I choć obraz ten nie gardzi prostymi, czasem niewyrafinowanymi żartami, to jednak ani razu nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu.  Choć śmieje się z niepełnosprawności bogacza, choć śmieje się z pochodzenia i nieobycia czarnoskórego bohatera, to jest to śmiech życzliwy, ani razu nie przekraczający granicy dobrego smaku i ani razu nie wyśmiewający samych bohaterów.

/Czytałam gdzieś, że opiekun „filmowy” pokazany jest i tak o wiele łagodniej niż pierwowzór :)./

Jeśli chodzi o grę aktorów to Omar Sy grający rubasznego i niewychowanego Drissa  „kradnie” cały show! Choć bez znakomitej roli Francoisa Cluzeta.... nie byłoby tego znakomitego filmu :). Polecam  bardzo ten film …pewnie, że z czasem rozmyje się jego obraz w pamięci ale to przyjemne uczucie radości po wyjściu z kina jest bezcenne....i trzyma:)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Czyżby syndrom pourlopowego stresu?

Kiedy rano podniosłam ciężkie powieki, byłam trochę zdziwiona ale i uradowana, że zobaczyłam słońce bo słyszałam, jak całą noc lało, zwlokłam się z łóżka jakbym ważyła 100 kg, i bardzo chciałam „żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce”. :(

Wieczorową porą dotarły do mnie informacje, że ciężki tydzień czeka mnie w pracy i ostro zaczynamy już od poniedziałku.

Ogarnęłam się jakoś, ale łatwo nie było, bo „co mam dziś na siebie włożyć” męczyło mnie od wczoraj, spożyłam małe co nie co, dodatkowo - dla „zdrowotności”, tylko i wyłącznie:)- zaaplikowałam sobie dwie kostki gorzkiej czekolady, co by dostarczyć mojemu organizmowi potrzebną dawkę fenylotylaminy, by spowodowała w moim mózgu wzrost poziomu  neuroprzekaźników znaczy się serotoniny... i endorfin, które to przeciwdziałają depresji a przede wszystkim poprawiają nastrój i potęgują odczuwanie przyjemności czy szczęśliwości, tak mi niezbędnej do funkcjonowania i wejścia na właściwe tory :). Aaaa no i jeszcze wysłałam SMS-a do mojego dostarczyciela dobrych emocji, dostarczył, wprawdzie w małej dawce ale zawsze coś.

Wszystko to zadziałało :), dzień przeszedł już do historii i nie zapisał się źle :). Zatem wrzucam kolejny bieg i życie znowu nabiera rozpędu…i do piątku tak, bo weekend długaśki się właśnie zacznie. Podobno ma być wysoce letni.

                                     *****************

A R wymyśla jak zarobić milion :):))...całkiem serio.

niedziela, 22 kwietnia 2012
Romantyczny Londyn?

Czemu nie...:)

 Wiedziałam, że pewien.. Ktoś :), jeśli miałby gdzieś pojechać, nie męczyć się i oglądać coś innego niż Niebieską Turnię, Jaworowy czy Czarny Szczyt… to mogłaby być tylko stolica UK. A to dlatego iż On przeczuwa :) …hmmm, że tam będzie się czuł jak „u siebie ” mimo, że płasko jest /no jak nie wytrzyma myślę sobie, to może polatać w górę w dół…np. w metrze :))/ i najważniejsze, że mówią językiem „ludzkim” jak go kiedyś określił. :)

Jeśli dodać do tego, że Jego ulubiony napój pt.piwo, trzeci napój świata po herbacie i  kawie, spożywany jest „tuż za rogiem” w klimatycznych pubach, miejscu obowiązkowym dla każdego Anglika, to na pewno z wielką chęcią zechce poczuć…a zwłaszcza posmakować :) ową wiekową /bądź co bądź 300 letnią / tradycję. I jeszcze stadion Wembley czy Stamford Bridge i korty Wimbledonu…no i taki Osobnik jest już na pewno w siódmym niebie !. A że to Osobnik inteligentny jest, więc bogata historia królestwa, zgromadzona w ogromnych zbiorach licznych muzeów i galerii oraz innych wielkich „przybytkach „ tego miasta, pochłonie go zapewne bez reszty.

Przemyślałam wszystko jak wyżej, i jeszcze więcej:)…i doszłam do wniosku, że ten Ktoś byłby chyba zadowolony z niespodzianki, w postaci krótkiego / tak na zachętę / wypadu do Londynu. A przypadająca pewna rocznica… była ku temu doskonałą okazją.  Kupiłam więc bilety, zarezerwowałam hotel /no Ritz to nie był / i …okazało się, że trafiłam w „10”,  poza jednym …było za krótko !!!!...

Sentencje piwne...zamieszczone nad barem w pubie:)

Tak, Londyn uzależnia …i czym lepiej się go poznaje tym bardziej chce się tam wrócić. I nie  zgadzam z tym co powiedział kiedyś Oskar Wilde, że Londyn jest pełen mgły i poważnych ludzi.

Człowiek chce wchłonąć jak najwięcej z tego miasta. Codziennie opuszczaliśmy hotel o 9,30 a wracaliśmy  o 22,00 z bólem nóg i kręgosłupów. /czasowo i kilometrowo robiliśmy porządne wycieczki górskie jak nic :))/. Po przyjeździe do domu byłam tak zmęczona, że jak zapadłam  w sen …to spałam 15 h.

Tylko gdzie ten mój romantyzm? :)..a to?

Amor ... na Piccadilli Circus

Zrekonstruowany teatr szekspirowski Globe, a jak Szekspir to...Romeo i Julia :)

Venus-British Muzeum

Schody do...serca:) / nazwa własna :)/...w Tatte Galery

Love is (up up up) in the air :)...London Eye

i pachniał bez, i....

kwitły kasztany.... w Hyde Parku :)

See you soon, London :)

I gra mi dziś czarna płyta,/ trochę szeleszcząca/ Abbey Road –  The Beatles , no jak by inaczej:)

wtorek, 17 kwietnia 2012
Rocznica :)

Polecę Arturem Andrusem....jest prawdziwe i śmieszne  :)

„”Najważniejsze jest życie dla kogoś. Tylko temu warto je poświęcić. Byłoby miło, gdyby państwo dopłacało do prawdziwej miłości tzw. „sercowe „. Żeby móc przyjść do urzędu i powiedzieć: my jesteśmy w szczęśliwym  związku, 2 tys. miesięcznie nam wystarczy. Poza tym lepsza jest fałszywa miłość niż prawdziwa nienawiść ”

A jak świętować to u Królowej  :)

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22