...zapachy, smaki i obrazki dnia codziennegohttp: www.blog.rozrywka.de avatary 171ve.gif
niedziela, 03 marca 2019
zatem przeprowadzka

z konieczności. Z dużym bagażem, ze wszystkim tym co tutaj powstało. Przecież to nie są tylko słowa !. Postanowiono za mnie, więc muszę to zamknąć, powrotu nie będzie bo klucz wyrzucą.

Znalazłam nowe miejsce z którym się będę oswajać, przyzwyczajać, którego będę się uczyć i mam nadzieję polubiać :).... i do którego zapraszam :)...na Wordpress

a adres jest taki : https:hanjaa.home.blog

niedziela, 24 lutego 2019
Faworyt "Faworyta"

Lubię filmy kostiumowe a te opowiadające o dworze brytyjskim (intrygach) zwłaszcza. Najnowszym z tej serii filmem jest "Faworyta" w reż. Greka - Yorgosa Lanthimosa, który opowiada o prawdziwych ludziach i prawdziwych (w pewnym stopniu) wydarzeniach. Porusza wiele kwestii nam współczesnych, balansuje między jakimiś tam faktami historycznymi, a fantazją twórcy.
Stanowi wybuchową mieszankę, pełną groteskowości, przerysowanych scen oraz sprośnego czarnego humoru a także miłości i pożądania. A wszystko to otoczone jest pozornie przepiękną aurorą XVIII-wiecznej Anglii, którą rządzi schorowana Królowa Anna, ostatnia z rodu Stuartów ( Olivia Colman - mistrzowski popis gry aktorskiej), otoczona przez swoje pokojówki - przyjaciółkę księżną Sarę Churchill - Lady of Bedchamber (Rachel Weisz), i jej kuzynkę Abigail Masham(Emma Stone). Ta ostatnia pojawiła się na dworze i szybko z roli zwykłej sprzątaczki stała się osobistą służącą królowej. Wkrótce wchodzi w jej łaski przez co między kuzynkami dochodzi do istnej wojny pragnień, w której bronią nie są strzelby, a wzajemne pożądanie i coraz to bardziej niebezpieczne intrygi. A stawka jest przecież wysoka: ten kto wyjdzie cało z pojedynku, stanie się tytułową „faworytą” królowej. W ogólnym rozrachunku widzimy, komu tak naprawdę na królowej zależy i widzimy, że faworyty są dwie.

Jest to kostiumowy dramat, film o kobietach w świecie władzy, który nie bardzo trzyma się historycznych realiów, za to pokazuje uniwersalną, bez względu na czas, przestrzeń i płeć, walkę o władzę. Jednym ze środków do jej zdobycia jest przemoc. Jednym z przejawów przemocy jest seks. Ach jakie to współczesne. Uważam, że nie wszystkim przypadnie film do gustu, gdyż jest on dość specyficzny. Mnie w pamięci na pewno zostaną z niego:
- trzy wspaniałe kobiece kreacje !!!
- przepiękne, z wielkim pietyzmem odtworzone kostiumy (charakteryzacja królowej!),
- scenografia- film jest niezwykle klimatyczny – bez problemu można wczuć się w epokę, poczuć się jak w XVIII-wiecznej Anglii,  wsiąknąć w królewskie komnaty

 - i cudowne -niestety- zdjęcia (użycie jedynie światła naturalnego i źródeł światła sztucznego z epoki czyli świec)
Dlatego " niestety", gdyż są nie lada konkurencją oskarową dla zdjęć Łukasza Żala (Zimna wojna), który jest moim największym faworytem do otrzymania statuetki w tej kategorii. 
A oskarowa noc już za kilka godzin i wszystko stanie się jasne :). Z nominowanych filmów do Oskara obejrzałam tylko połowę (niektóre nie są jeszcze grane w kinach), a swojego faworyta mam :).

                                                 ***************

Tradycja, która wychodzi bokiem...a raczej boczkami! Daję się na nie namówić tylko jeden raz w roku, namówić do zrobienia i do jedzenia ...(nie trudno zmienić się w pączka :))

P1070822

P1070832

20:30, hanjaa , film
Link Komentarze (4) »
wtorek, 19 lutego 2019
Nie mam się dobrze ale jest dobrze :)

Ostatnie dni przypominają wiosnę a nie zimę - wiosna chyba tylko na chwile bo przecież jeszcze nie pora na nią.  Zimne, polarne powietrze cały czas się czai. I czeka na swoją szansę, żeby się rozlać nad Polską, W każdym razie od kilku dni słońce całkiem mocno grzeje, temperatury wysokie, błękitne niebo... pięknie jest. Staram się jak najwięcej korzystać z tej aury tylko, że mnie ostatnio jakoś mało radośnie jest. Wydawało mi się, że jestem okazem zdrowia. Przecież na nic nie narzekam, poreperowałam sobie to co miałam nie takie a nawet wymieniłam, jestem aktywna ruchowo i lubię się zmęczyć, kondycję mam nie najgorszą (nie sądzę, aby któraś z moich koleżanek była tak sprawna fizycznie, by tyle poświęcała czasu na sport co ja), staram się zdrowo odżywiać, nie palę.... a tymczasem moja krew napiera na ścianki naczyń krwionośnych i tętnice z większą siłą niż powinna !!!!. Ciśnie ale to nie boli, więc co to za choroba? Często ją się ignoruje a skutki bywają bardzo groźne, śmiertelne. Kiedyś też jej nie "doceniałam" ale jestem już "grzeczna" i łykam od lat przepisany mi lek. Ta przypadłość dopadła mnie dość wcześnie, pewnie to sprawa genów. Zatem codziennie rano łykam jedną pigułkę i spokój, od czasu do czasu mierzenie ciśnienia.

Aż tu raptem znów zaczęłam krwawić z nosa...podobne krwotoki miałam 3 lata temu, kiedy to prosto z ulicy wylądowałam w szpitalu. Założono mi wtedy tamponadę, naczyńko się zabliźniło i wszystko skończyło się dobrze. Sądziłam, że tym razem to kapanie z nosa (teraz lewa dziurka) jest z tego samego powodu, pęknięte naczyńko. Kiedy w minioną niedzielę dwa razy sama tamowałam krew to postanowiłam "skrócić" sobie drogę do laryngologa i pojechałam na dyżur do szpitala (do przychodni pewnie czekałbym ze dwa tyg). Pani doktor zajrzała do mojej nosowej dziurki i stwierdziła, że w nosie wszystko jest w porządku.... po czym zmierzyła ciśnienie i miała odpowiedź na moją dolegliwość. Wysokie ciśnienie a jeszcze gorzej skaczące często powoduje krwotoki z nosa !. Zaleciła dalsze leczenie w przychodni, do której udaję się dopiero jutro. Póki co mierzę, sprawdzam ciśnienie...i denerwuję się, w jakich okolicznościach znów krew mnie zaleje. Wczoraj nie poszłam z tego powodu na basen. Dzisiaj wyniki pomiarów są lepsze, ale nie książkowe i trochę boli głowa. Pewnie dostanę inne leki lub zwiększoną dawkę i tyle. Trzeba je łykać i kontrolować się do końca życia !

                                                                 *********

Księżyc dzisiaj będzie większy. Przed nami super zjawisko-pełnia i perygeum. Super pełnia od tej zwyczajnej różni się tym, że Księżyc znajduje się wyjątkowo blisko Ziemi i jednocześnie świeci najmocniej światłem odbitym. U mnie jeszcze mały, dopiero wschodzi....a teraz ukrył się gdzieś za domami :).

P1070793

Dziś spotkałam się z M, krótko i w mało sympatycznych okolicznościach, na pogrzebie jego Babci. Sam był, bo Go nadal jest w Wiedniu.

 

czwartek, 14 lutego 2019
Walentynki, banał rzeczywistości?

Zrobienie makaroników oraz temperowanie czekolady do dla mnie cukiernicze Everesty!  Góry nie do zdobycia. Co więcej, nie wiem czemu ale wręcz boję się podjąć tego wyzwania. Jakieś próby były, i owszem ale nieudolne i tylko zniechęciły mnie na dobre. Ale temat wciąż powraca kiedy patrzę na te kolorowe ciasteczka ....Czytam, oglądam, radzę się jednak najchętniej to zaliczyłabym jakiś kurs, praktyczne zajęcia. W końcu postanowiłam, że się wezmę, że sama sobie je zorganizuje zajęcia i na zasadzie prób i błędów  znajdę SWÓJ sposób na te pyszne cudeńka.

Przygotowywałam się psychicznie ...wiedziałam od Mistrzyni tych wypieków (niestety mieszka w Paryżu, nie miałam jeszcze okazji przyglądać się jej pracy ale efekty widziałam i konsumowałam a przede wszystkim podziwiałam Jej talent), że makaroniki są kapryśne. Nie tylko ważne są produkty ale pogoda a nawet nastrój.

Z wielkim spokojem, kartkami z przepisami, i jeszcze większą nadzieja wkroczyłam wczoraj do kuchni. Odmierzałam, przesiewałam, ważyłam ...i z wypiekami (na twarzy :) ) czekałam na efekt. Cóż, w sidła skrajnych emocji znaczy się zachwytu nie wpadłam, do doskonałości im daleko, wiem jakie błędy zrobiłam ale co najważniejsze to to, przełamałam strach, że mam mam ochotę na "znów" i że smakują wybornie !!!.

P1070757__Kopia

Wiem, nie są doskonałe (mają dziubki, krzywe falbanki, są nierówne, mają chropowatą powierzchnie, niektóre nawet trochę przypieczone) ale bronią się smakiem-czekoladowo-malinowym.

P1070749

makaronikowy produkt uboczny :)...bezowe serduszka 

P1070715

Miłość jest w nas więc cze­mu świetu­jemy ją tylko 14 lu­tego, dlaczego  w tym dniu cały świat ( no może nie cały) przy­pomi­na so­bie że kocha?  A może to dzień jest dla tych co na co dzień nie potrafią okazywać uczuć? Wa­len­tynki... nic nadzwyczajnego....praca, trochę radości, trochę smutków...ot, codzienność z większą ilością ser­duszek, słodkości i róż. Przyjemny dzień.

Dla mnie Wa­len­tynki są wte­dy, gdy ukocha­na oso­ba spoj­rzy w oczy, uśmiechnie się, pogłaszcze po dłoni i po­wie: "jes­teś moim szczęściem Anusiu". :)

...Na naszą słabość i biedę, 
niemotę serc i dusz. 
Na to, że nas nie zabiorą 
do lepszych gór i mórz. 
Na czarnych myśli tłok, 
na oczy pełne łez 
lekarstwem miłość bywa. 
Jeżeli miłość jest, 
jeżeli jest możliwa.... /A.Osiecka/

Czytam: "Szansonistki zrzucają czadory" A.Chrobak,..."Party u Kierdziołka. Jerzy Ofierski :) :), :)

poniedziałek, 11 lutego 2019
Oskarowy pewnik

Idąc wczoraj do kina na film, nie spodziewałam się niczego konkretnego, gdyż nie wiedziałam o nim NIC. Powiem więcej – nie do końca nawet orientowałam się, o czym Green Book ma opowiadać, nie widziałam zwiastuna, jedynie co wiedziałam, to to, że jest nominowany w kilku kategoriach do Oskara.
Film inspirowany jest prawdziwą historią afroamerykańskiego pianisty jazzowego, Dona Shirleya (syn emigrantów z Jamajki,skończył Moskiewskie Konserwatorium (?!!!), znakomity kompozytor i pianista. Grał klasykę, eksperymentował z jazzem. W latach 50 i 60. XX wieku wydał wiele płyt, stał się znaczącą postacią w świecie muzyki) a reżyserem tego obrazu jest Peter Farrelly, który do tej pory robił komedie prezentując najprostszy rodzaj humoru (Głupi i głupszy czy Sposób na blondynkę) a tym razem zaskoczył ! Reżyser snuje  swoją opowieść filmową z niesamowitym wyczuciem, na dobrym poziomie, w której doskonale zachowana jest równowaga pomiędzy humorem a dramaturgią. Tytuł filmu Green Book pochodzi od The Negro Motorist Green Book - poradnika dla Afroamerykanów podróżujących po południowych stanach USA. Oznaczone w nim były hotele, restauracje, sklepy i różne "atrakcje", do których wpuszczano czarnych. Przestał być potrzebny dopiero po 1964 roku, gdy prezydent Johnson podpisał ustawę o prawach obywatelskich, znoszącą segregację rasową.
Tak, film ten jest z gatunku "komedia", mimo że porusza niezwykle trudną tematykę - problemy rasowe w latach 60. w USA oraz różne indywidualne spojrzenia na międzyludzkie interakcje - ale zarazem jest zabawny, lekki i pełen optymizmu. Taka mieszanka chyba nie powinna się udać. A jednak ...film ogląda się z wielką przyjemnością, bardzo łaskocze serducho, porusza, śmieszy (choć czasem to śmiech przez łzy), mówi wiele o świecie i daje do myślenia.

Oto popularny pianista o arystokratycznych manierach – Don Shirley (Mahershal Ali), wynajmuje do swojego tournée po południowych Stanach Zjednoczonych szofera-ochroniarza, sprytnego włoskiego cwaniaczka Tony`ego „Lip” Vallelongę (genialny Vigo Mortensen !!!) z Bronxu. Nie byłoby w tym nic godnego uwagi, gdyby nie fakt, że pianista jest ciemnoskóry, ów kierowca ma rasistowskie poglądy, a akcja filmu toczy się w w latach 60-tych ubiegłego stulecia, w okresie wzmożonych napięć i podziałów społecznych i rasowych. Spotkanie dwojga ludzi z tak zupełnie odmiennych światów, o tak różnych statusach społecznych i intelektualnych aspiracjach, mogłoby wydawać się katastrofą. Panowie całe dnie (dwa miesiące w drodze) skazani są na siebie podróżując Cadillakiem, wiozącym ich na południe kraju, poprzez coraz bardziej wrogie środowisko (Deep South w czasach Jima Crowa). Ta wymuszona - przez zewnętrzne warunki- interakcja pomiędzy artystą i jego „szoferem” sprawia, że zaczynają się oni lepiej poznawać, rozumieć i lubić. Zarówno w jednym jak i drugim następuje przemiana, buduje się więź a potem przyjaźń.

Historia, scenariusz filmu są świetne ale głównym atutem jest gra aktorska, to show Viggo Mortensena i Mahershala Aliego. Chemia między tymi aktorami jest wręcz nieziemska. To dojrzali artyści, którzy doskonale znają swoje możliwości i czuć to w każdej scenie (statuetki oskarowe się posypią ). Fantastyczne są też zdjęcia oraz scenografia (Knajpy mają niepowtarzalny klimat tamtych lat, a dym papierosowy unosi się niemal wszędzie, miałam wrażenie że nim oddycham). No i jeszcze muzyka!!! Jest tam cała mieszanka gatunków muzycznych - i tej "z epoki" i nie tylko - ale ścieżka bardzo przemyślana i tworzy spójną całość. ( czasem żałowałam, że były tylko fragmenty utworów ale przecież film ma ograniczony czas....a ostatnim utworem muzycznym granym na ekranie -scena w klubie/ knajpie - jest etiuda op. 25 nr 11 zwana Wiatrem Zimowym F.Chopina ).

Kiedy zaczęły się napisy końcowe byłam zdziwiona, że " już koniec?"....nie zauważyłem kiedy minęły ponad 2h.

Podczas tego seansu momentami miałam skojarzenia (okazało się, że nie tylko ja) z filmem Nietykalni....lubię filmy, które bawią, uczą i zostawiają widza z miłymi uczuciami. Świetny film.

MolestowanieseksualneiislamofobiatworcowGreenBook.CzyfilmstraciszansenaOscary2019_article

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 177
O autorze